sobota, 18 stycznia 2014

one shot ReitaxRuki i AoixUruha

Tak mnie natchnęło...
Jak zwykle - sorry za buendy ;_; xd
---
Uwielbiam ten stan, kiedy jedną nogą jest się już na jawie, a drugą jeszcze macha się w krainie snu.Wtedy człowiek jest najbardziej zrelaksowany, a ciało w swoim czasie budzi się do życia.
Ahh, cudownie...
Jednak moją chwilę słodkiego rozleniwienia przerwało nagłe huknięcie, jakby coś ciężkiego spadło na podłogę czemu towarzyszyła wiązanka przekleństw.
- Aki...? - burknąłem sennie i podniosłem się do siadu, przecierając zamknięte powieki.Miła pobudka...
- Ś-śpij misiaczku, śpiij... - wyszeptał nerwowo blondyn.
Słysząc jego głos od razu uchyliłem jedno oko czego zaraz pożałowałem.Spokojnie...tylko spokojnie...
- AKIRA COŚ TY ZROBIŁ Z MOJĄ GARDEROBĄ!? - wrzasnąłem, aż mną zatrzęsło.Byłem pewny, że na moich policzkach właśnie wykwitły piękne różowiutkie placki z nerwów.Nie obchodziło mnie to, że Reita właśnie leży zasypany morzem ciuchów, że ledwo porusza kończynami i w ogóle ,że ledwo go widać.Obchodziło mnie za to to, że moja piękna, cudowna, stara szafa wielkości porządnej szafy dla czteroosobowej rodziny właśnie leży połamana! Rozumiecie?! To była jedyna szafa, która mieściła wszystko!
- Spokojnie... - westchnął basista i wygramolił się w końcu z moich strojów.Ja nadal siedziałem na łóżku i nie przejmowałem się, że byłem nagi, a okno było otwarte i mogłem się przeziębić.Kto myśli o takich pierdołach, gdy tu taka tragedia?
Suzuki stanął pewnie na nogach będąc w hawajskiej koszuli i jakiś spodniach, cholera, a mówiłem, by tak się nie ubierał, bo wygląda jak...! No dobrze jego styl to jego styl...
- Czemu rozwaliłeś moją szafeczkę? - zapytałem i popatrzyłem na niego wielkimi oczami jak zbity szczeniak.Rei chyba przyzwyczaił się do moich huśtawek nastrojów, bo tylko uśmiechnął się niewinnie i usiadł obok mnie głaszcząc zaraz mój policzek.Ah, miał taką cieplutką dłoń...
- Nie zrobiłem tego specjalnie.Chciałem zmierzyć ją, by kupić nową.Ta ledwo się trzymała...jak widać...
- Chcesz kupić mi nową szafę? Za dużo masz kasy? - wtuliłem się w niego, a moja złość wyparowała niczym woda na Saharze i gdyby to było możliwe zamachałbym ogonkiem z zadowolenia.Już w głowie kiełkował mi istnie szatański plan jak oskubać Akirę.Hehe...sam tego chciał.
Blondyn pokiwał głową z uśmieszkiem i ucałował mnie w czubek głowy.Burknąłem cicho.
- Co jest? - spytał i złapał mnie za podbrudek bym spojrzał mu w oczy co zrobiłem od razu.Miał takie śliczne, czekoladowe oczęta w które kochałem się patrzeć non stop...
- Daj mi buzi. - zażądałem i zrobiłem dzióbek.Akira zaśmiał się słodko i objął mnie w pasie składając delikatny pocałunek na moich wargach. - Jeszcze... - mruknąłem nienasycony.Blondyn zmusił mnie do tego bym się położył na mięciutkim materacu i padł na mnie od razu zaczynając mnie całować.Robił to czule, ale zarazem namiętnie.Jego męskie, ciepłe dłonie zaczęły sunąć po moich bokach, po chwili prawą zaczął masować mój tors.Westchnąłem w jego wargi lekko podniecony, gdy udem napierał nieco na moje krocze.Wiedział jak mnie pobudzić i udobruchać.
Tą chwilę niestety przerwał nam mój telefon, który wibrował wściekle na podłodze.Razem z Akirą przeklneliśmy cicho.
- Olej to. - wymruczał sunąc, uwaga, odkrytym noskiem po mojej szyi.Jako jego chłopak miałem to specjalne prawo zakazać mu chodzenia w tej szmacie po domu.Oczywiście zgodził się na to bez gadania.No bo...kto by mi się sprzeciwił?
- A jak to Kai i ma co-ah! - jęknąłem cicho kiedy zassał skórę na mojej szyi robiąc sporą malinkę.Czułem jak moja męskość zaczyna wbijać się w jego nogę.
- Daj spokój... - prychnął i zniżył się na mój tors, by zacząć obcałowywać lewego sutka i podgryzać go na co wzdychałem zadowolony.Przymknąłem powieki i zagryzłem wargę, gdy przyjemny dreszczyk przebiegł wzdłuż mojego kręgosłupa.
Kiedy telefon w końcu umilkł sądziłem ,że mamy już spokój, ale nie! Tym razem telefon Akiry rozbrzmiał tandetnym dzwonkiem.Zlał to totalnie.Więc dlaczego ja miałbym się przejmować? Rozluźniłem się i gdy chłopak schodził ustami coraz niżej rozkraczyłem się czekając na przyjemność, którą miał mi zaserwować.

~*~

- No co się tam do cholery dzieje? - wkurzył się rudzielec, rzucając telefonem w kanapę. - Ani Ruki nie odbiera, ani szmaciarz...
- Może śpią...może się pieprzą? - rzucił Aoi, uśmiechając się zawadiacko.Uruha zmierzył go pełnym oburzenia wzrokiem, rumieniąc się.
- O czym ty gadasz? Nie ma mowy, by ten napalony basista tknął mojego Maluszka! - gitarzysta wymachiwał palcem i marszczył brwi niezadowolony.Yuu tylko zaśmiał się i pokręcił głową zapalając papierosa.
Jakby to powiedzieć...Kouyou to dobry człowiek, serio, ale czasem wciskał nos nie tam gdzie powinien.Każdy w zespole wiedział, że Takanori z Akirą są parą i jedynie Uruha nie mógł się z tym pogodzić.Uważał, że Matsumoto jest za delikatny na Reitę, że ten go skrzywdzi, więc starał się trzymać Maleństwo najbliżej siebie, dlatego czasem wydawało się, że Uru jest albo jakimś homofobem, albo kocha się w blondasku.Obie opcje wykluczały się nawzajem, jednak to Shima.On sam siebie do końca nie rozumiał.
- Daj im spokój i chodź tu to mnie. - mruknął zmysłowym tonem brunet siedząc na granatowym fotelu w domu Kou.Aoi był znany z bardzo wczesnych wizyt, dlatego, że "W domu nie mam co robić".A co przyniosłoby większą radość jego wrednej duszy jak nie budzenie przyjaciół o wschodzie słońca?
- Po cholere? - Kou zmierzył przyjaciela podejrzliwym wzrokiem. - Znowu coś kombinujesz?
- Ależ skąd. - uśmiechnął się uroczo starszy i wychylił się z fotela, wypuszczając szary dym z ust. - Bardzo ładnie ci w tych koronkowych majteczkach.
- Yuu! - pisnął gitarzysta i zasłonił się dokładniej beżowym szlafrokiem na co Shiro tylko poszerzył uśmiech. - Jesteś zbok! Po za tym nie odwiedza się ludzi o ósmej rano!
- Dla takich widoków jestem gotów odwiedzać cię nawet w nocy. - Aoi zaciągnął się papierosem i zmierzył stojącego przed nim Uru badawczym wzrokiem. - Masz krągłe pośladki...
- Yuu wypierdzielaj z mojego domu! Bez dyskusji!

~*~

Wygiąłem swoje ciało i jęknąłem głośno imię ukochanego.Poranny seks jest moim ulubionym sportem.
Wbijałem czarne paznokcie w plecy blondyna z każdym jego mocniejszym i głębszym pchnięciem co komentował cichym syczeniem.Wiedziałem jednak, że kryje się w nim mały masochista, więc nie ograniczałem się.
- Reita! Aah! - zacisnąłem powieki i jęczałem znacząco czując zbliżający się orgazm.Pragnąłem w tym momencie jeszcze więcej jego bliskości jeżeli to było w ogóle możliwe.Blondyn objął moje drżące ciało i przyśpieszył swoje ruchy dochodząc we mnie z cichym, niskim jęknięciem.To było za wiele dla mojego podnieconego do granic ciała, dlatego też odchyliłem głowę w tył i wytrysnąłem na jego jak i swój brzuch, pojękując głośno.Cóż nigdy nie należałem do osób cichych.
Starszy opadł na mnie dysząc i wysunął się ze mnie delikatnie, by zaraz wtulić się w moje ciało niczym mały chłopczyk.Po odgarnięciu grzywki z twarzy objąłem go z uśmiechem.
- Takie przeprosiny to ja rozumiem. - wymruczałem po chwili i oblizałem się, machając zwisającą z łóżka nogą.Aki spojrzał na mnie i uniósł jedną brew jednak nic nie powiedział.Westchnął ciężko i ugryzł mnie w obojczyk na co pisnąłem boleśnie.
- Dobra młody jak mamy coś kupić to wstawaj! - podniósł się ze mnie i klepnął w udo. - Ale wpierw ogarnij te szmatki z podłogi...
- To nie są szmatki! - oburzyłem się i wyskoczyłem z łóżka od razu ubierając się w pachnące ciuszki. - One są firmowe, światowe! I pachną...Armani,Gucci i tak dalej znasz ich? - Akira popatrzył na mnie bezsilnie. - No widzisz, a ja noszę ich ciuchy!
- Taki *second-hand?
- ...nie pokazuj mi się na oczy.

Po dwóch godzinach co u mnie jest rekordem wyszliśmy z domu.Była przepiękna pogoda nie za dużo słońca, więcej chmur, cieplutko i mimo wszystko jasno.
Złapałem Reitę za dłoń i splotłem z nim palce ciągnąc go przed siebie.Jeny jaki ten Suzuki jest wolny! Mnie z ekscytacji i radości nosiło jak cholera.
- Takanori ogarnij się, przecież sklep jest zaraz obok. - zaśmiał się mój skarb, jednak posłusznie maszerował szybko obok mnie, machając naszymi splecionymi dłońmi.
- Ale mogą wykupić nam najlepszą szafę i ciuchy, i duperele takie... - mówiłem coraz ciszej i szybko wepchnąłem go do sklepu meblowego, który faktycznie okazał się być blisko domu.
- Zaraz, zaraz jakie ciuchy, jakie duperele, cooo?
Jednak jak zwykle nie miał wiele do gadania.Naszymi finansami zajmowałem się oczywiście ja i to ja miałem ostatnie słowo w kwestii wydawania pieniędzy, haa, haa!

~*~

- A ty ciągle tu siedzisz... - westchnął ciężko rudzielec zakładając przy tym okulary do czytania.Jakoś nie miał oporu, by nie okazywać, iż wczesna wizyta przyjaciela wcale mu nie pasuje. - Krzyżujesz moje plany na dziś, mam nadzieję, że nie zamierzasz siedzieć tu cały dzień. - aktualnie gospodarz siedział już w pełni ubrany na szarej kanapie.
- Plany to tylko plany zawsze można je zmienić, urozmaicić. - uśmiechnął się starszy gitarzysta wylegując się obok niego i wzruszył beztrosko ramionami. - A u ciebie bardzo dobrze mi się siedzi...jeszcze jakbyś jeść dawał...
- To nic nie jadłeś zanim do mnie przyszedłeś? - Uruha zsunął lekko okularki z nosa i spojrzał na chłopaka zza kurtyny gęstych rzęs unosząc brew.Aoi pokręcił głową i spuścił ją. - Jesteś kretynem, wiesz?
- Jesteś taki kochany. - prychnął sarkastycznie Yuu i przysunął się jeszcze bliżej do czytającego jakąś grubą książkę wyższego gitarzysty.Uniusł głowę i wbił w niego swoje wielkie oczyska dźgając go między żebra na co Kouyou podskakiwał leciutko.
- Przestań... - burknął, przewracając stronę.
- Daj mi jeść. - zażądał czarnooki i oparł brodę na barku chłopaka.Shima zesztywniał i obserwował go kątem oka. - No proszę...albo cię zmolestuję.
- To bez sensu.Po tym na pewno nie dałbym ci jeść. - prychnął Uru i machnął ręką na niego. - A tak w ogóle jakoś wcześniej nie czułeś krępacji, by wałęsać się po moim mieszkaniu i wszędzie zaglądać! To teraz coś sobie przygotuj.
- Oj no Shima...Uru...dziubasku... - z każdym wymruczanym czule słowem coraz bardziej obejmował zdezorientowanego blondyna w pasie, a swoimi ustami już muskał linię szczęki bursztynowookiego.Rudzielec poczuł jak gwałtownie praca jego serca przyśpiesza, a po jego plecach przechodząc dziwne dreszcze.Przecież nie może działać na niego w takim sensie Aoi!
- P-przestań się bawić Shiroyama! - jęknął bezsilnie i próbował odsunąć się od napastnika.Nie tylko jego próbował od siebie odsunąć, zostało jeszcze poczucie bezpieczeństwa, które nagle odczuł będąc w jego ramionach.Sapnął rozeźlony, gdy wręcz otoczony serduszkami Yuu nie chciał się odkleić od niego, a swoimi ustami podskubywał skórę na jego szyi.Istnie flustrujące!
- Aoi ty geju! Zostaw prawowitych ludzi w spokoju i idź źreć! W lodówce masz temaki i tazuna sushi! - piszczał chłopak i czuł jak w jego ciele budzi się chore pragnienie.Pragnienie dalszych takich subtelnych pieszczot.Dlatego czym pręcej chciał, by w umyśle bruneta zamiast niego pojawiło się kształtne, smaczne sushi.Głupie, ale tok myślenia Aoi'ego wydawał się być dla Uruhy na poziomie średniego, pospolitego robotnika.Żreć - pracować,Żreć - tworzyć,żreć - komponować i tak w kółko.Aż dziw brał, że trzymał formę.
- Jeszczę tu wrócę. - zapewnił Yuu szepcząc w jego szyję i ucałował ją mocno na co Kou aż spadły okulary z nosa. - A wiesz, że sushi nie powinno przechowywać się w lodówce? Mówiłem ci...Jesteś taki roztrzepany, dziubasku. - pokręcił głową brunet i wstał z kanapy kierując się do kuchni.Zarumieniony Shima tylko podniósł swoje czarne szkiełka i westchnął sobie cichutko pod nosem.Po sekundzie doszło do niego co powiedział przyjaciel i aż się w nim zagotowało co ukazał zaciskając biedne kartki książki.
- Nie mów na mnie per dziubasku, chodząca gejozo ty!
- Phi, odezwał się żelazny heteroseksualista...

~*~
*zmiana narracji*

- A co sądzisz o tym? Ładne? - wokalista przyłożył do siebie długą, szaro-brązową koszulkę z dużym dekoltem i obracał się we wszystkie strony przed lustrem.
- Na tobie wszystko wygląda ślicznie, skarbie. - powiedział szczerze basista i nadal nie mógł uwierzyć, że dał się namówić na zakupy.A mieli kupić tylko szafę! Teraz mają i szafę, i mnóstwo ciuchów, i na dodatek białą w rude ciapki kotkę zwącą się Pandora.Takie rzeczy tylko z Ruki'm.
- A ty co sądzisz o ciuszku? - Taka zwrócił się do Pandory trzymanej przez opaskonosego.Kotka miałknęła i machnęła łapką. - Skoro mówisz, że mam brać...
- Ruki zaczynam się bać o twoje zdrowie psychiczne. - zaśmiał się brązowooki podążając wzrokiem za idącym do kasy Maluszkiem.Matsumoto uśmiechnął się niewinnie i odwrócił głowę w jego stronę zerkając na niego seksownym wzrokiem.
- Powinieneś zacząć się bać o to jakieś kilka lat temu.Teraz musisz to zaakceptować.Czy to nie podniecająca część mnie? To, że nie wiesz co mi we łbie siedzi i co strzeli mi do niego?
- Oczywiście kochanie, a teraz proszę cię zapłać za to, bo ludzie się na nas gapią jak sroki w gnat. - burknął speszony blondyn.Takanori musiał przyznać, że widok szczęśliwego bądź zawstydzonego Reity był czymś przeuroczym i nie często spotykanym.Zamierzał podroczyć się jeszcze ze swoim chłopakiem, więc gdy wyszli ze sklepu kierując się do domu objął go w pasie i wtulił w jego bok jak dziecko.
- Akira-chaaaaaan~ - przymilał się Maluch, a kotka zaczęła mruczeć jakby włączając się do akcji. - A kochasz mniee?
- Głupie pytanie to oczywiste, że tak. - odparł bez namysłu starszy i objął ręką blondyna, przechodząc z nim na pasach.Ruki zamrugał i spojrzał w górę na jego twarz.
- I mówisz to tak głośno? Przy ludziach? Zawsze się wstydziłeś... - chłopak nie krył zdziwienia.Suzuki był bardzo skomplikowaną i dosyć trudną osobistością i rozgryzienie go trwało, i trwa nadal.Ciągle czymś zaskakiwał, zmieniał się na jego oczach...to cieszyło serce wokalisty.
Akira niespodziewanie stanął na środku chodnika i pochylił się ku swojemu ukochanemu zaraz odgarniając niesforny blond kosmyk z jego nieumalowanej przez co słodkiej twarzyczki.
- A teraz już się nie wstydzę.I powiem ci jeszcze jedno...
- Co?
- Naprawdę bardzo mocno cię kocham. - wyznał Reita i złapał ciemnookiego za podbrudek, by złożyć na jego ustach czuły pocałunek.W Takanori'm zagotowało się z radości i lekko się uśmiechając odwzajemnił pocałunek.Po chwili wtulił się ponownie w ukochanego i maszerując wolnym krokiem kierowali się do ciepłego domu.

Godzinę później drzwi za parą blondynów trzasnęły oznajmiając, iż gospodarze wrócili na swoje włości.Matsumoto od razu skierował się na wersalkę w salonie i padł na nią niczym placek przewrócony na patelni.Na dodatek mała kotka wypuszczona z rąk basisty wskoczyła na plecy chłopaka i zaczęła po nim chodzić robiąc mu nieświadomie mini masaż malutkimi łapkami.
Torby do sypialni wniósł oczywiście Reita.I to on posprzątał resztki szafy, zbiegł do sklepu odebrać zapłacony mebel, bo przecież nie chodziliby po mieście z wielkim pudłem, i to on po przebraniu w dresowa spodnie i bokserkę zaczął ją składać.Natomiast przez ten cały czas Ruki leżał i smacznie drzemał, zwinięty w kłębek, a obok niego leżała Pandora pomrukując cicho.

Kiedy Taka się obudził deszcz już padał i to bardzo mocno.Nie orientował się ile spał, jednak gdy się obudził Suzuki oglądał na fotelu swoje późno popołudniowe pasmo wiadomości.Pewnie było już koło 16...czyżby spał aż tak długo?
- O obudziłeś się... - Akira uśmiechnął się na widok potarganego i kiwającego się Maluszka, który patrzył na niego zaspanym wzrokiem. - Spałeś tak długo jakbyś w nocy nie wiadomo co robił. - podniósł się i przeniósł na kanapę od razu wtulając w siebie rozespanego słodziaka, który objął go w pasie i położył głowę na jego ramieniu, zamykając oczy.
- Spałem aż tak długo...? - wymamrotał, kręcąc nosem i układając się na blondynie zamierzał spać dalej.
- Tak koteczku... - Reita patrzył na swojego ukochanego i głaskał go po głowie. - Wiesz, udało mi się poskładać nową szafę.Jest bardzo ładna. - w głosie starszego dało się wyczuć nutkę dumy.
- Serio? Jesteś niesamowity... - Ruki uchylił powieki dzięki czemu teraz patrzyli sobie w oczy.Ciche szemranie telewizora, pomruki śpiącego kocurka, jednostajnie uderzające krople deszczu o okna i dachówki oraz oczy ukochanego, który patrzył teraz na niego z miłością sprawiło, że Takanori poczuł się szczęśliwy.To niby takie zwyczajne, niby pospolite, a potrafiło swoją prostotą oczarować.Drobne gesty, subtelny dźwięk, to wszystko dodawało wyjątkowości w jego codzienności, a szczególnie Akira był tym złotym środkiem na udane życie.
- Pocałuj mnie... - wyszeptał Ruki jakby bojąc się głośnym tonem popsuć ten idealny nastrój.
Suzuki bez zbędnych słów wsunął palce we włosy blondyna i masując mu kark całował go namiętnie, coraz bardziej w siebie wtulając drobne ciało.
Oboje uwielbiali rzadkie momenty, kiedy w zaciszu domu mogli spokojnie okazywać sobie uczucia.

~*~

Wyszło tak, że w sumie Uruha nie mógł ruszyć się z domu za sprawą czarnowłosistego pasożycika, który właśnie pił gorącą czekoladę i siedział otulony kocem w rogu kanapy sluchając audycji w radiu.
Kou w między czasie wykąpał się i pachnąc słodkim balsamem do ciała w najzwyklejszej piżamie wyszedł z parującej łazienki, by także zrobić sobie smacznego napoju.
Kiedy wstawiał mleko musiał przyznać jedno.Obecność Shiro przestała tak działać mu na nerwy co było ciekawym odkryciem.W ogóle Aoi kiedy nastało popołudnie wyciszył się i zajął sobą dzięki czemu nie robił uporządkowanemu gitarzyście rabanu, a wręcz tworzył miłą myśl, że jest do kogo otworzyć usta.Jednak musiał zadać kontrolne pytanie :
- Masz zamiar siedzieć u mnie do jutra?
- Chciałbym...
- No...powiedzmy, że jeśli nadal będziesz taki spokojny to się zgodzę.
W następnej chwili z kuchni wyłonił się gospodarz z parującym kubkiem i usiadł obok skurczonego i wtulonego w kanapę przyjaciela.Popatrzył na bruneta i dmuchając na zawartość kubka upił mały łyk czekolady.
- I co? O ósmej rano odwiedzisz kogoś innego i u niego spędzisz dzień? - zainteresował się rudzielec.
- Może.Ja tego nie planuję działam spontanicznie.W domu nie lubię siedzieć, a ty zawsze mimo, że ci to nie pasuje to gościsz mnie jak najlepiej...
- No, a reszta? Nie są tak gościnni?
- Dawno u nich nie byłem...odwiedzam tylko ciebie. - mruknął czarnooki i uniósł na chłopaka ciepły wzrok.
Takashima nie wiedział co na to odpowiedzieć, ponieważ nie spodziewał się takiego obrotu spraw.Ale faktycznie jakby się zastanowić to dawno nikt nie narzekał na Aoi'ego...
- Drżysz Kou. - zauważył Yuu i już chciał coś powiedzieć, gdy nagle coś brzdękło i zgasło światło.Nastała głucha cisza przerywana uderzeniami deszczu, a w oddali zagrzmiało.Uru przeklnął cicho.
- Wyłączyli prąd.No super. - bursztynowooki zaczął niepewnie się podnosić, by powyłączać wszystko z gniazdek.Zanosiło się na sporą burzę i nie miał zamiaru kupować nowych sprzętów.Jednak powstrzymała go zaciskająca się na jego nadgarstku bardzo ciepła dłoń.
- Proszę cię zostań... - Uruha aż uniósł brwi słysząc błagalną proźbę.Usiadł z powrotem i choć nic nie widział dałby sobie rękę uciąć, że na twarzy Aoi'ego maluje się strach.
- O co chodzi? Boisz się ciemności? Burz?
- I tego, i tego...bardzo głupie wiem. - Yuu po omacku znalazł szafkę stojącą obok i odstawił na nią pusty kubek.Czuł ogarniający go wstyd i strach.Właśnie to było prawdziwym powodem dla którego nigdy nie chciał być sam.Strach przed ciemnością był czymś czego brunet wstydził się i to niebosko.Kto to widział by facet w jego wieku bał się siedzenia samemu po ciemku? Jednak Yuu znalazł na to sposób i spędzał noce u przyjaciół zawsze śpiąc gdzieś blisko nich.Nie ważne czy to była podłoga obok ich łóżka (na szczęście często na niej nie spał) czy "szczęśliwym trafem" samo łóżko, ważna dla niego była bliskość, której w takich momentach potrzebował.A strach przed burzą został zakorzeniony już w dzieciństwie...
Shima znowu nie wiedział co zrobić.Mimo, że wszystko nabrało sensu to nic nie dawało w obecnej sytuacji.Postanowił działać tak jak przyjaciel obok - spontanicznie.
- Może chcesz bym cię...ym, przytulił? - gitarzysta poczuł jak na jego policzki wkrada się zdradziecki rumieniec.
- Nie rób tego jeśli nie chcesz. - usłyszał przygaszony głos.
Uruha chwilę macał czegoś na czym mógłby postawić kubek i zaraz zaczął wpełzać pod koc bruneta, który zdziwiony tym co wyczynia kumpel nie umiał się nie uśmiechnąć.
- Co ty... - mruknął, czując jak włosy chłopaka wchodzą mu w usta.
Ostatecznie Takashima usiadł na nim okrakiem i zakrywając ich ciała grubym, wielkim kocem objął go w pasie kładąc głowę na jego ramieniu.
Robię to tylko by go uspokoić. - powtarzał sobie w myślach młodszy.
- Pasuje ci tak? - spytał blondyn wdychając lekki męski zapach Shiroyamy.Ten pokiwał głową i sunąc chwilę dłońmi po jego plecach w końcu też go objał.Kou przemilczał ten fakt i odetchnął czując, że robi się nieco gorąco w ich kokonie.Ale czemu? Przecież nie było tak ciepło w mieszkaniu...
Deszcz padał nieustannie, mogło się wydawać, że zaraz zaleje całą Japonię.Za oknami było ciemno, a ciężkie burzowe chmury kłębiły się.Nagle do ich uszu dobiegł głośny trzask pioruna obwieszczając, że burza już się rozpoczyna.Aoi na ten dźwięk spiął się i zacisnął palce na koszuli nocnej K'you, który od razu to zauważył.
- Spokojnie, spokojnie to tylko burza, słyszysz Yuu? Jesteśmy bezpieczni w domu. - czuł się jakby mówił do dziecka, ale nie naśmiewał się.Po prostu chciał pomóc przyjacielowi przeżyć tą noc i za dnia pomyśleć nad jakimś rozwiązaniem jego problemu, który był kłopotliwy.
- Wiem Uru ja to wszystko wiem, a i tak... - głos Shiro zadrżał, wyższy słysząc to momentalnie zaczął głaskać go po policzku wczuwając się w swoją rolę.
- Tylko mi tu nie becz! Zrozumiano?
- Kouyou...
- No co?
- Będziesz zły?
- Ale za co?
Zamiast odpowiedzi poczuł na swoich ustach miękkie i ciepłe wargi czarnowłosego, które nieśmiało go muskały.Rudowłosy wpadł w osłupienie przez co nie odwzajemnił drobnej pieszczoty i otworzył szerzej oczy choć i tak nic nie widział.
Co Aoi sobie wyobraża?! Śmie wykorzystywać sytuację? Tylko...dlaczego mi to nie przeszkadza? Czemu czuję dziwne ciepło rozchodzące się po całym ciele? - w głowie Shimy roiło się od sprzecznych myśli przez które działał, o ironio, bezmyślnie.
Dokładnie nie wiedząc kiedy zaczął składać delikatne pocałunki na pełnych oraz zmysłowych ustach, które bez chwili do stracenia zaczęły coraz pewniej smakować słodkich warg przyjaciela.Dłonie Shiroyamy bez zauważenia wkradły się pod koszulkę blondyna i zaczęły gładzić miękką niczym jedwab skórę przechodząc z pleców na brzuch i tors mężczyzny.Uruha objął powoli Yuu za szyję i pozwalał dotykać się, czując przy tym nową, nieznaną dotąd przyjemność.
Blyski i grzmoty nie robiły już na brunecie wrażenia, gdy przed sobą miał już pozbawionego koszulki Uruhę.
- Aoi tylko nie rozpędzaj się... - wyszeptał rudowłosy w momencie, gdy czarnooki masował jego krągłe pośladki.Bądź co bądź nawet nie mógł sobie wyobrazić seksu z gitarzystą.No...póki co...
- Rozumiem. - mruknął brunet przy czym wsunął dłonie pod luźne spodnie blondyna i coraz mocniej ugniatając jego pośladki, mimowolnie zaczął ocierać się o jego krocze, wzdychając cicho z wyraźnej przyjemności.
Ah...tak to ma wyglądać?
Uruha czuł jak podniecenie czarnookiego robi się twardsze i bardziej wypukłe, a i on sam musiał przyznać, że ruchy jakie wykonywał nie były mu obojętne.
- Nie tak mocno... - poprosił słabo gitarzysta, gdy Shiroyama dociskał jego krocze do swojego z drżącym jękiem.Kouyou słysząc jak bardzo czarnooki jest podniecony nie dziwił się sobie, że zaczął obcałowywać delikatnie gorące policzki Aoi'ego z swego rodzaju fascynacją.
Ta niewinna, ale zarazem bardzo namiętna igraszka powoli rozgrzewała ich ciała i rozmywała cichą umowę mówiącą o granicach tego "uspokajania".
Kouyou zapragnął słyszeć czarnowłosego, więc działając instynktownie zabrał rekę z jego szyi i wcisnął ją pod napięty do granic materiał spodni i bokserek wyczuwając pod palcami wilgotnego i naprężonego członka.
- Aż tak cię podniecam? Tak bardzo pragniesz mojego ciała? - szeptał mu do ucha, rozpinając mu rozporek i wyjąwszy jego męskość zaczął poruszać na niej dłonią w górę i w dół.Yuu jęknął podniecająco, podkulając nogi.
- Tak...pragnę cię... - odpowiadał jak w amoku, odchylając głowę w tył.Marzył, że to się kiedyś stanie.Że Uruha bez nacisku i siły zacznie go pieścić i doprowadzać do szaleństwa.
Kochał go, jednak nikt o tym nie wiedział.
W mgnieniu oka spodnie bursztynowookiego zostały rzucone w czeluście za kanapą.Kou nie mógł zauważyć, że Aoi zaczął ślinić swoje palce, by zaraz zacząć wciskać w niego pierwsze palce.
- Yuu, ah... - przez ciało młodszego przebiegł dreszcz. - M-mówiłem byś...
- Proszę...
Takashima nie odpowiedział tylko oparł się o jego pierś i przyśpieszając ruchy swojej dłoni, wypiął się lekko, by być lepiej rozciągniętym.Jeśli już do czegoś miało dojść to wolał by nie było to aż tak bolesne.
Poza tym przeżywał prawdziwą huśtawkę uczuć i nie chciał póki co myśleć o konsekwencjach tego czynu.
Po krótkiej chwili Shiro złapał ukochanego za nadgarstek i zabrał jego dłoń ze swojego członka.Wysunął palce z gorącego i nadal ciasnego wnętrza blondyna i zatapiając usta w jego rozchylonych wargach zaczął nabijać go na siebie.
Takashima zajęczał boleśnie i wygiął się w tył, łapiąc Yuu za włosy.
To czyste szaleństwo! - jakiś głos krzyczał w jego głowie. - Co ja robię do cholery!?
Koc sam zsunął się z jego pleców, gdy Yuu trzymając go za biodra zaczął poruszać jego ciałem jak i swoimi biodrami.Brunet czuł, że sięga nieba, kiedy mięśnie Shimy tak mocno zaciskiwały się na nim.Za to Uruha chwilę cierpiąc zaczął jęczec rozpustnie zaraz drapiąc i wbijając paznokcie w tors starszego.
Oboje w tym momencie pragnęli jednego choć działali z inną myślą, Aoi spełniał swoje miłosne marzenie, a Uru...a on sprawił sobie totalne zamieszanie w sferze uczuciowej.
Bursztynowooki po chwili błądzenia odnalazł upragnione usta Shiroyamy i całując go agresywnie, podskakiwał wręcz na nim, podszczypując stwardniałe sutki gitarzysty, który sapiąc i jęcząc na przemian ugniatał jędrne pośladki swojego uke.Czarnooki wiedział, że zaraz skończy się to czego pragnął od tak długiego czasu i poczuł ukłucie lekkiego smutku.Jednak trzymając mocniej Kou zaczął poruszać się szybciej i głębiej, dysząc znacząco.
- Y-Yuu jeszcze...! - Uruha zacisnął pięści na włosach czarnookiego i chwilę po swoich słowach wytrysnął na brzuch mężczyzny, wyginając się z przeciągłym jękiem w tył.Niedługo po nim doszedł Aoi i przyciągając do siebie spocone ciało blondwłosego stęknął głośno.
Naintensywniejsza część burzy właśnie minęła i zaczęło delikatnie kropić.Heh, przypadek? (dop.aut. Nie sondze XD)
K'you wraz z Yuu, dysząc, nie wierzyli co właśnie zrobili, a w szczególności zaplątany w myślach Shima.Chłopak podniósł się wysuwając przy okazji z siebie męskość bruneta i zwyczajnie wtulił się w jego tors.
- Pytałeś się mnie czy będę zły...więc powiem ci, że na razie nie jestem zły. - wymruczał sennie gitarzysta i w oka mgnieniu zasnął, wyczerpany.Aoi uśmiechnął sie do siebie i znajdując koc na podłodze okrył ponownie swoje jak i jego ciało zaraz idąc w ślady młodszego.W głowie miał myśl, by ranek nigdy nie nadszedł...
- Kocham cię. - wyszeptał przed zaśnięciem, jednak Kouyou tego nie usłyszał.
---
* second-hand : jakby kto nie wiedział sklep z używaną odzieżom.Reita ty deklu XD

czwartek, 9 stycznia 2014

Znowu kilkuczęściowe coś xd

Kolejne "opowiadanie", ale raczej dłuższe. ^^  nie sprawdzane, więc...sorry za błędy czy cuś xD
---
Paring : Reita x Ruki (z czasem Aoi x Kai i Uruha x Lizzie)
Ostrzeżenia! : możliwe wulgaryzmy i sceny erotyczne -3-




- Ja mały?! No chyba sobie kpisz! Sam masz małego, pieprzony dziennikarzu! Mendo pierdolona ty! - odciągałem wyrywającego się Ruki'ego od zszokowanego reportera. - Reita puść mnie! Ja mu pokażę! Niski, phiii! Jak ja mu zaraz zrobie małe limo pod okiem...!
- Ruki hamuj się! - warknąłem i rzuciłem nim do limuzyny niczym szmacianą lalką.Jakoś wyjątkowo nie miałem ochoty na więcej skandali, a przez tego kurdupla to zawsze jest nieuniknione.
- No co się hamuj? Słyszałeś to pytanie?! "Czy pański wzrost wpływa na pańską pozycje w zespole?" Ja mu dam pozycje...szmaciarz jeden może i jestem mały, ale głos mam wielki! Z resztą nie tylko głos...jakbym mu wsadził to by się udławił, wielkolud... - nawijał jak najęty nie patrząc na zdumioną i zmieszaną minę szofera.
Co mnie podkusiło, by brać go na imprezę? A było mówione "Żadnych skandali, jeżeli chcecie, by nasza wytwórnia promowała wasze płyty".No i komu Kai z managerem zrobią armagedon? No komu? Mi oczywiście, bo nie upilnowałem tego dzieciaka! A dwoiłem się i troiłem...
- Takanori...
- Co? - przerwał swój monolog i spojrzał na mnie roztargnionym i złym wzrokiem.
- Weź się przymknij, bo mi nerwy zaraz puszczą! - warknąłem i skrzyżowałem ręce na piersi.Milczałem, aż do końca drogi do hotelu.Lepsze to niż miałbym mu zrobić krzywdę, a w tym stanie byłem do tego zdolny.
- Hej, Akira... - zagadnął cicho blondyn. - Jesteś na mnie bardzo zły?
- Jak cholera. - burknąłem zdawkowo i gdy zatrzymaliśmy się przed hotelem wyszedłem z auta jak najszybciej.
Po wejściu do hotelu od razu skierowałem się do swojego pokoju ignorując powitania innych członków zespołu.Dlaczego ten bachor musi mnie tak wkurwiać?
Rozumiem woda sodowa uderzająca do głowy, przewrażliwienie na punkcie wzrostu, ale są chyba jakieś granice!
Przecież małe jest piękne...a szczególnie takie blondaski.
No dobrze przyznaję...ten facet mi się podoba.
Ale co z tego skoro on woli laski.
Znaczy się panienki...a nie męskie laski, a szkoda.
Nigdy nie ukrywałem się ze swoją orientacją.Jestem młodym w pełni sprawnym mężczyzną! I co ja poradzę, że podniecałem się widząc wirujący tyłek Matsumoto, albo jak  zabawiał się z butelkami? To naprawdę działało i działa na wyobraźnię...
Po wejściu do pokoju padłem na krwistoczerwoną kanapę i westchnąłem pod nosem.Swój wzrok skierowałem na barek, który znajdował się zaraz obok mnie.Co mi szkodzi? Jakoś zrelaksować się muszę, czyż nie? Złapałem butelkę whiskey i nalałem sobie bursztynowego płynu do szklaneczki wygodniej się sadowiąc.
- Niech mi tylko ktoś teraz tu przyjdzie... - mamrotałem pod nosem i przyłożyłem szklankę do ust.Nawet nie zdążyłem upić łyka, gdy usłyszałem pukanie do drzwi.O losie przeokropny...
Z ociąganiem podniosłem się z kanapy i podszedłem do drzwi otwierając je szeroko.I kto ukazał się moim oczom?
- Mogę wejść? Nie przeszkadzam? - Ruki szczypał skórę na swojej ręce i utkwił nieco maślany wzrok we mnie.Oh, akt skruchy?
- No wejść możesz.Czy przeszkodziłeś? A i owszem. - westchnąłem i przepuściłem go w drzwiach.Kiedy wszedł ciągnąc nogę za nogą stanąłem przed nim i wsadziłem dłonie do kieszeni spodni, patrząc na niego wyczekująco.
- No...przepraszam cię, tak? Nie chciałem, by to tak wyszło...ale tamten koleś sam zaczął! A ty jako dobry kolega powinieneś mnie bronić! Czyli...w sumie to twoja wina...także znaj łaskę pana. - machnął władczo ręką, a ja prychnąłem poddenerwowany i zrobiłem krok ku niemu. - Ż-żartowałem! - pisnął i umknął na koniec pokoju.Aż parsknąłem śmiechem.Tchórzliwy kociak.
- Hmm...a co mi dasz na przeprosiny? - zapytałem wyzywającym tonem i z uśmiechem na twarzy.
- No wiesz ty co? To człowiek przychodzi, żałuje, skurche pokazuje, a ty co? Nie sądziłem, że z ciebie taki materialista. - mruknął.
- Jest coś co mógłbyś mi dać tu i teraz. - powiedziałem i podszedłem do niego nieśpiesznie.Lubiłem te momenty, gdy nagle objawiał mi się w głowie szatański plan.
- Co takiego? - uniusł na mnie swoje duże oczy i zrobił pytającą minkę.Wyglądał tak, jakby nie wyczuwał co się może stać.Oj jaki głupiutki, głupiutki...
- Swój tyłeczek skarbie. - wymruczałem mu do ucha i przyparłem go do ściany.Pisnął cicho i zaczął się wyrywać nagle się rumieniąc. - Ej no...chcesz bym przyjął twoje przeprosiny?
- A-ale nie tak! Rei ja nie jestem gejem! - panikował, wytrzeszczając ślepia.Złapałem go za nadgarstki i trzymałem je nad jego głową, uśmiechając się szelmowsko.Był teraz taki bezbronny.
- Czas to zmienić.
Nachyliłem się i zacząłem muskać ustami jego wargi, które odruchowo zacisnął.Nie powiem, cholernie długo to trwało za nim je w końcu rozchylił, ale gdy to zrobił mogłem wsunął chętny do zabawy język.Pieściłem podniebienie przy okazji patrząc na niego spod przymrużonych powiek.Miał zamknięte oczy, a jego policzki oblane były różem co było bardzo żadkim widokiem.Swoim narządem smaku jedynie trącał nieśmiało mój język w tym samym czasie wzdychając lewdo słyszalnie w moje usta.
Huh, gdzie się podział ten ostry oraz agresywny chłopak? Czyżby robiła się z niego baba w łóżku? Hoho~
Całowaliśmy się długo, aż w końcu zsunąłem usta na szyje zaraz potem na obojczyki.Puściłem jego ręce i zdjąłęm z niego obcisłą bluzkę, którą rzuciłem w kąt.
Polizałem sterczącego, różowiutkiego sutka i zassałem go lekko za co zostałem nagrodzony słodkim jękiem.
- Akira...poczekaj ja nie wiem co mam robić, ah! - krzyknął nie za głośno, gdy ugryzłem go w sutka z premedytacją.Oh, Boże rozczulał mnie...mnie kurwa! Mm, trzeba coś sprawdzić.
Wyprostowałem się i wsunąłem nogę pomiędzy jego drżące uda gdzie wyczułem spore uwypuklenie.Zachichotałem i zacząłem rozpinać mu rozporek.
- A-Akira przestań! - dalej lamentował, a ja w między czasie padłem na kolana.Zsunąłem mu nieco materiał spodni oraz bokserek wyjmując naprężoną i mocno sterczącą męskość na światło wieczorne.Aż oblizałem się na ten widok za to Ruki jeszcze bardziej się zaczerwienił i zasłonił oczy dłońmi. - Nie patrz! J-jeżeli posuniesz się o krok za daleko nie wybaczę ci tego!
 Prychnąłem i popatrzyłem na niego, uśmiechając się kącikami ust.
- Przecież już i tak...mi tego nie wybaczysz.No chyba, że ci się spodoba.
Wróciłem wzrokiem na jego podniecene po czym wziąłem go od razu do ust przytrzymując mu bioderka, by mi nie uciekł.
Usłyszałem jego jęk pełen zawstydzenia i pragnienia.Jednak...?
Uważając na zęby zagłębiłem go w swoje usta, aż do gardła i zacząłem poruszać głową w przód i w tył pragnąc z całych sił pokazać mu, że to co robimy wcale nie jest takie straszne.Czułem na podniebieniu jak jego członek pulsuje, a on sam pojękiwał cicho, zatapiając palce w moich włosach.
Ssałem go łapczywie i zdziwiłem się kiedy niespodziewanie to Takanori zaczął nadawać tępo moim ruchom głowy.Wręcz szarpał mnie za włosy, wyginając się lekko i oddychając urywanie, poruszał delikatnie biodrami.Niby nie miałem nic przeciwko takiemu zachowaniu, ale nie podobało mi się to, że zaczyna stawać się stroną dominującą.Co to, to nie!
Wyrwałem sie z jego uścisku i wstałem na równe nogi zdejmując z niego spodnie wraz z bielizną.Popatrzyłem w jego zamglone oczy.Ciągle wydawało mi się, że się wacha.Może i tak było?
Złapałem go mocno w pasie i odwróciłem tyłem do siebie wypychając jego tyłek w swoją stronę.Szybko zsunąłem swoją zbędną odzież.
- Suzuki! - jęknął boleśnie, gdy wszedłem w niego do połowy. - W-wyjmij go! Proszę! Niedobrze mi... - słyszałem jak zaczyna się rozklejać.Ale co teraz mogłem zrobić? Tak bardzo pragnąłem jego ciała...
Zacisnąłem jedynie wargi i odetchnąłem głośno.
- Przepraszam... - pogładziłem jego plecy i pocałowałem go w kark. - Rozluźnij się...
- Jakby to było takie łatwe! - jęczał.Oparł się dłońmi o ścianę i spuścił głowę, miarowo oddychając.By go uspokoić dalej gładziłem jego plecy, boki i pośladki w myślach odliczając ile to już minut tak stoimy.Gdyby to był jakiś tam koleś wkurzyłbym się i pieprzyłbym go bez opamiętania.
Jednak to mój przewrażliwiony Taka.Z nim to inna bajka.
- Gdy będziesz gotowy daj znać. - westchnąłem i zagryzłem wargę.Mój penis domagał się spełnienia i to w trybie natychmiastowym!
W końcu blondasek ruszył biodrami do tyłu przy okazji bardziej się na mnie nadziewając.Złapałem go za nie.
- Nie jeszcze nie! Sprawdzałem... 
Okeeey...
 Po chwili zacisnął na mnie mięśnie na co sapnąłem podniecony do granic.
- Rety,rety jeszcze nie...
- Bawisz się! - warknąłem i wbijając palce w jego skórę zacząłem pchać w niego w miarę szybko i mocno.Ruki jęknął na to głośno i odwrócił głowę w bok dzięki czemu widziałem jak zaciska powieki.Mając to uległe ciałko pod sobą czułem się naprawdę szczęśliwy.Wszystkie moje marzenia czy sny zaczęły się spełniać! Po mimo, że jego pozycja była wymuszona...
Nachyliłem się i zacząłem sunąć dłonią od jego płaskiego brzucha po tors, drugą zaś zaczynając pieścić wilgotnego i pulsującego członka czując swoistą fascynację.Wydawał się być taki delikatny, ale nie brakowało mu charakteru...niczym dobre wino.Chciałem codziennie upijać łyk tego chodzącego szczęścia.
Jego nogi drżały jak cały on, a jęki jakie z siebie wydawał były nieziemsko podniecające.Tylko Taka-chan potrafił doprowadzić człowieka do obłędu.Poruszałem sie w nim coraz szybciej czując, że długo nie wytrzymam w takiej ciasnocie.Odchyliłem się do tyłu i dysząc jednoznacznie uniosłem jedną jego nogę tworząc kąt prosty.Ruki zajęczał przeciągle i wygiął plecy, sapiąc ciężko.Dzięki tej pozycji mogłem patrzeć na krągłe pośladki Matsumoto sprawiając sobie tym samym więcej przyjemności.
Niestety nic nie trwa wiecznie i chcąc czy nie chcąc w końcu doszedłem w nim obficie z niskim jękiem.Idealnie...
Widząc, że i mojemu uke też niewiele brakuje spiąłem się w sobie w zacząłem pchać w niego agresywniej doprowadzając go tym do szału.
- Ah, tam! Taak Akira! Aah! - krzyknął i doszedł  z błogą miną, brudząc swój brzuch.Ten widok - rzecz bezcenna.
Dysząc jeden ciężej od drugiego, delikatnie wysunąłem się z jego ciała i podtrzymując, odwróciłem go twarzą do siebie.Unikał mojego spojrzenia i gryzł wargę.
- Więc? - spytałem po chwili ciszy, czując jak moje serce powoli wraca do normy.
Blondyn robił dziwne minki jak to tylko on potrafił i westchnął cicho, rysując palcem jakiś szlaczek na mojej piersi.
- Powiedzmy...że reklamacji nie składam. - mruknął zerkając na mnie. - Ale i tak przegiąłeś Suzuki! Kto ci pozwolił? Wyraziłem t...
Przerwałem jego bezsensowną gadkę głębokim pocałunkiem.Dobrze wiedziałem, że małemu się podobało, ale przecież sobą by nie był gdyby nie zaczął się pieklić.
Tym razem i on włączył się do pocałunku co mnie ucieszyło, jednak naszą piękną chwilę przerwał huk otwieranych drzwi.Razem z Takanori'm gwałtownie podskoczyliśmy i spojrzeliśmy na ciemne drewno.
Stał w nich Uruha razem z jakąś babą, którą mocno obejmował za pierś.Wyciągnął drugą ręke i wykonał gest jakby pokazywał jej królewskie włości.
- Także...no.Mieszkam se tu. - wymamrotał ewidentnie pijany przy okazji chwiejąc się w przód i tył, a dziewczyna spojrzała na nas i poprawiła okularki, ciągle zsuwając ręke gitarzysty z biustu na pas.
- Dzielisz pokój z parą? - zapytała, a my z Ruki'm pomachaliśmy jej z nerwowymi uśmieszkami zakrywając się czym popadnie.Zabiję.Kouyou.Własnymi.Kurwa.Rękoma!
- Nie wiem. - odparł beztrosko bursztynowooki i też łaskawie na nas spojrzał. - Patrz, włamali mi się do pokoju! Na do-odatek nago! Powiem Reiciusiowi t-to nie uwierzy!
W tym momencie wykonałem mentalnego facepalma, a Taka prychnął śmiechem.Piany Uruha to siedem cudów świata, alleluja i koniec owego świata.
- Uruś...chodźmy stąd. - dziewczyna zaczerwieniła się i zaczęła wręcz nieść na plecach nabrzdąkanego rudzielca.
- Ale to mój pokój! Elizhablebetf! Nie dostaniesz mojego... - i tu się konwersacja skończyła, bo trzasnąłem za nimi drzwiami.Jakoś nie chcę wiedzieć co ta Pani nie dostanie...

One-shot cz.2

Uprzedzam, że to poniżej to totalny cukier-puder, aww i te sprawy xd
--
Zaśmiałeś się cicho widząc co wyrabiam.
- Spokojnie Kou. - uśmiechasz się uroczo, a ja położyłem dłonie na Twojej piersi wyczuwając jak szybko bije Ci serce.Zaplotłem nogi wokół Twych szczupłych bioder.
- Sam nie jesteś spokojny... - mruknąłem.
Przyłożyłeś usta do moich i znowu zatraciliśmy się w pocałunku przez co nie wiedziałem jakim cudem znaleźliśmy się w małym, przytulnym salonie.Delikatnie położyłeś mnie na niziutkiej szafce, którą dostałem po babci.Miałem pewne wątpliwości co do wytrzymałości tego mebla.Jednak mając Cię przed sobą nie potrafiłem myśleć o takich rzeczach i tylko jedna myśl plątała mi umysł "Czy to dzieje się naprawdę?"
Ciągle się uśmiechałeś.Mogłem jedynie wyobrazić sobie ile radości sprawiał Ci fakt, że zaraz będziemy się kochać.Jak to ładnie brzmi...
- Robiłeś to kiedyś z facetem? - pytasz na chwile będąc poważny.Założyłem Ci kosmyk czarnych włosów za ucho i zsunąłem ze swojego ramienia luźną, kremową koszulkę.Każdy mój ruch śledziły Twoje piękne oczy.
- Uhum. - przytaknąłem cicho.Miałem już chłopaka, może dwóch? Jednak zawsze to ja byłem na górze.
Kiwnąłeś głową i zacząłeś całować moją szyje wsuwając nieco szorstką dłoń pod koszulke.Poczułem przyjemne dreszcze rozchodzące się po moim ciele.Przymknąłem powieki i oddałem Ci się całkowicie, pozwalając, byś nieśpiesznie pozbawiał mnie zbędnych ubrań.Nie chciałem być jednak aż tak bierny, więc uchylając jedno oko zacząłem masować i smyrać Twoje plecy na co mruczałeś cicho niczym rasowy kotek.
- Kocham Cię. - wyznałeś w moje usta, ale ja nie odpowiedziałem tym samym. - Mam nadzieję, że i Ty mnie pokochasz tak mocno jak ja Ciebie.
Poczułem ulgę, że nie naciskałeś.Nie robiłeś smutnej miny nie słysząc miłosnego wyznania.Cierpliwie dążyłeś do celu, a ja wcale Ci w tym nie przeszkadzałem.
Ucałowałeś mój policzek od którego zacząłeś drogę ku dołowi, zostawiałeś mokre ślady na skórze.Ponownie zamknąłem oczy, by wsłuchiwać się w Twój lekko drżący oddech i by lepiej czuć pieszczoty, które z taką pasją mi serwowałeś.
Wśród ciszy, którą przerywały moje głębokie westchnięcia i cykanie starego zegara usłyszałem jeszcze dźwięk rozpinanego rozporka na który automatycznie uniosłem lekko biodra.
Znów Cię pragnąłem, jednak jeszcze mocniej niż za pierwszym razem.Chciałem byś zrobił to zaraz, już, teraz! Bez zbędnego przeciągania.
- Aoi... - zacząłem, ale przerwałeś mi.
- Będzie bolało...troszkę. - powiedziałeś cicho i złapałeś mnie za kolana trzymając je mocno.
Momentalnie spiąłem się, a przecież jeszcze nic takiego się nie stało.Pochyliłeś się nade mną, a szafka jęknęła pod nami na co oboje prychnęliśmy śmiechem.
- To pamiątka po babci... - mruczę otwierając przy okazji oczy.Twoja twarz była bardzo blisko, słońce grzało co czułem dzięki ciepłym promieniom na ciele.Muszę przyznać, że Twoja skóra w lekko pomarańczowym świetle wyglądała niezwykle delikatnie.
- Mam nadzieję, że Twoja babcia już przetestowała ten mebel i jest on przyzwyczajony do takich sytuacji. - zaśmiałeś się unosząc jedną brew.
- Yuu no wiesz coo...
W sumie z rodzinnych opowiadań wiadomo mi, iż babcia była niezwykle kochliwą osobą...
Ułożyłeś ręce na moich udach i w następnej chwili czułem jak zaczynasz napierać na mnie podnieconą częścią ciała.Zasyczałem mało zachwycony uczuciem wypełnienia i objąłem Cię nogami w pasie, ręce zarzucając na Twój kark.Nie potrzebowałem uspokajających słówek o czym na szczęście wiedziałeś.
Po raz kolejny tego dnia złączyliśmy usta w namiętnym pocałunku, a Twoje biodra zaczęły poruszać się szybko co skomentowałem przeciągłym jękiem i wbiciem paznokci w gładką skórę na karku.Wydawałeś się nienasycony moim ciałem, z czasem pchałeś we mnie coraz mocniej i chaotyczniej nie szczędząc sobie jęków pełnych przyjemności, które dla mnie stały się prawdziwą melodią.Sam nie należałem do cichych, dlatego w krótkim czasie cały dom wypełnił się naszymi odgłosami zadowolenia.
Zagryzałem wargi i unosiłem biodra chcąc poczuć Cię jak najgłębiej i najdokładniej.Gorąc jaki bił od Ciebie...chciałem rozpłynąć się pod Tobą.
- Szybiej...szybciej Yuu! - popędzałem Cię, spinając się i dysząc.Ściskałem w dłoniach kruczoczarne włosy, a moje ciało wyginało się od rozkosznych dreszczy.Jeszcze chwila...jeszcze...
Pchałeś we mnie z całych sił, pocąc się, a z Twoich rozchylonych warg co rusz padało moje imię, które w tym momencie brzmiało tak cholernie zmysłowo.
W końcu doszedłem gwałtownie, odrzucając głowę do tyłu z głośnym jękiem.Przez chwilę słyszałem niczym jak przez ścianę Twój słodki pomruk, gdy osiągałeś szczyt.Czując nagły wewnętrzny gorąc, aż oblizałem dokładnie spierzchnięte usta.
Spocony i dyszący opadłeś na mnie od razu tuląc moje wilgotne ciało do siebie.Nie potrafiłem nie odwzajemnić tego gestu.
- Podobało Ci się? Starałem się... - normowałeś oddech, ale serce nadal biło Ci jak oszalałe.Podrapałem Cię pieszczotliwie po głowie i westchnąłem zadowolony.
- Wiem, że się starałeś.Było cudownie. - powiedziałem szczerze.
Nagle do moich uszu dostał się nieprzyjemny trzask i w mgnieniu oka śliczna szafeczka pękła, dzięki czemu oboje z krzykiem padliśmy na podłogę i resztki mebla.
- Aauu...! - zajęczałem boleśnie, a Ty podniosłeś się ze mnie, śmiejąc jak idiota.
- Najwyraźniej już miał dość... - wstałeś i pomogłeś mi wstać.Prychnąłem dziko i strzeliłem Ci kuksańca w brzuch na co skuliłeś się lekko, nie przestając rechotać.
- Zamknij się! Babcia Naoki teraz patrzy na nas z nieba i pewnie...
- Bije nam brawa. - dokończyłeś za mnie, biorąc na ręce.
I cóż mogę powiedzieć?
Jedynie to, że jutro musimy koniecznie kupić nowy, jakiś najlepiej metalowy mebel.

czwartek, 2 stycznia 2014

One-shot

Cud się stał, RooKie stworzyła coś o 12 w nocy po nie przespanej poprzedniej nocy xD
Dopiero wyszłam ze szkoły, dlatego dopiero teraz wstawiam... -.-
Błagam, by nikt nie oceniał mnie jakoś mocno surowo, a narracja taka...bo taka mi tu pasowała.Za wszelkie błędy przepraszam! ;^; Jeżeli są.
Dedyk dla Kingi, bo chciała bym ją zaskoczyła...więc czuj się zaskoczona tym, że coś stworzyłam o tak późnej porze, zjarana XD Nie no, a tak serio to postaram się zrechabilitować! ^^"
A o to i puchate (bo cholernie dawno nie pisałam nic "słodkiego" tylko ciągle fap,fap,fap XD) opowiadanie, podzielone na części...


----------------------------
Paring : Aoi x Uruha

Siedzieliśmy obok siebie na ławce w parku i nie potrzebowaliśmy słów, by zrozumieć, że oboje chcemy tą słodką bułkę z jabłkiem, którą trzymałeś w dłoni od pięciu minut.Znamy się tyle lat, że dosłownie "czytamy sobie w myślach".No i kto by nie zauważył mojego psiego spojrzenia.
Wiał letni, ciepły wiatr, który nie pomagał nam przynosząc ze sobą aromatyczną woń jabłek.
Patrzysz wygłodniale na swój przysmak, lecz zaraz te śliczne oczy zwracają się na moją twarz i, o dziwo, podsuwasz mi bułkę.
- Smacznego. - mówisz.
Nie słychać w Twoim głosie złośliwości czy opryskliwości.Jak zwykle dzielisz sie czymś swoim w sumie dając mi wszystko.



- No Uruha graj! - słyszę niezadowolony głos lidera zza perkusji.
Jak mam grać, gdy za oknem taka piękna pogoda, a ja siedzę w dusznym studio!
Spuszczam głowę i podchodzę do barku zaraz wypijając drinka, tak na orzeźwienie.
Kiedy już odwracałem się, by ruszyć do chłopaków i zrobić im referat o tym, że klimatyzacja jest niedobra i powinniśmy iść na spacer, Ty wyrastasz jak spod ziemi i łapiesz mnie za ramię.
- Co jest Kou? - pytasz patrząc mi w oczy z troską.
Uśmiecham się delikatnie i wzdycham ciężko opierając głowę o Twój tors.Nawet nie wiem czemu to zrobiłem, ale wydawałeś mi się dobrą podpórką.
- Taka pogoda...a ja siedzę tu i się męcze! Nie chce mi się grać...
Czuję jak uścisk na ramieniu poluźnił się, a dłoń powoli zsuwa na moje plecy, tulisz mnie do siebie.Czemu na to nie zareagowałem zwyczajowym "Nie wykorzystuj sytuacji!"?
- Skoro tak to wychodzimy. - nachylasz się i mruczysz mi do ucha.
Czuję przyjemny dreszcz, który przebiegł mi po karku, gdy Twoje usta muskają moje ucho.To takie przyjemne uczucie...
- Chłopaki kończmy, co? Pogoda piękna, słonko świeci, baby wywaliło na chodnik...nie siedźmy tu jak stare dziady.
Mocno się nie zdziwiłem kiedy wszyscy się z Tobą zgodzili niebywale ochoczo.Sądzę, że ten ostatni argument najbardziej do nich przemówił.Nawet Kai nic nie powiedział tylko szczerzył sie do nas jak idiota.
Chwyciłeś mnie za rękę i idziemy w kierunku wyjścia mijając sale i portiernie, wesoło się uśmiechasz.
- Em...możesz mnie puścić? - peszę się czując jak Twoje palce zaciskają się na mojej trochę mniejszej dłoni.
Nie odpowiadasz tylko nachylasz się i cmokasz mnie w czoło na co zdębiałem momentalnie.
- O gwiazdy trzeba dbać.A jak ktoś mi Cię ukradnie? Lepiej jak będę trzymał Cię przy sobie.
Nie pytając o nic więcej milczeniem zezwoliłem Ci na bezkarne trzymanie się za ręce.Ciebie to tak cieszyło, więc nie miałem nawet już ochoty stawiać dłużej oporu.
Po za tym wiedziałem, że kolejny dzień spędzimy razem także bezsensowne byłoby kłócenie się o taką pierdołe, no i w końcu obiecałeś mi na wieczór niespodziankę!



Czyste, grafitowe niebo.Gwiazdy mrygają do nas, a rogalikowaty księżyc oświatla nasze sylwetki.Scenariusz jak do taniego romansu? Być może, ale po przedwczorajszym, konkretnym zromantyzowaniu przez Ruki'ego nie spodziewałem się dziś po Tobie wyjścia na sake czy shochu.Szczególnie, że ostatnio miałeś często takie "odpały".
Zielona trawa swoim chłodem sprawia, że mam lekką gęsią skórkę.
Leżymy gdzieś na łące nawet nie wiem jak się tu znaleźliśmy, bo przez całą drogę miałem zawiązane oczy.
 Widok w sumie nie nadzwyczajny, ale w Twoim towarzystwie nawet to staje się magiczne.Ciekawe dlaczego. 
- Podoba Ci się? - pytasz, odwracając głowę w moją stronę.
- Jest ślicznie.Tak...twórczo. - wzdycham, a Ty zaczynasz się śmiać.
- Ha? Co się śmiejesz? - oburzony Twoim zachowaniem prycham dziko, a Ty widząc mnie lepiej zaczynasz się krztusić ze śmiechu. - Yuu! - wołam zły i siadam, trącając Twoje prawe ramię.
Po chwili uspokajasz się i też podnosisz patrząc mi w oczy z półuśmiechem.
- Po pierwsze wszędzie widzisz coś "twórczego" nawet moje śniadanie raz cię natchneło. - przewracam oczami uśmiechając się lekko.Dawno i nie prawda. - A po drugie... - nachylasz się bardziej dzięki czemu widzę jak błyszczą Ci się oczy, a ja nagle sparaliżowany nie potrafię się nawet odchylić. - ...coś masz we włosach i to chyba żabkę. - powstrzymujesz śmiech.
Chwilkę później faktycznie czułem jak coś po mnie łazi.Pisnąłem mało męsko i zacząłem trzepać dłońmi włosy z miłym "Spieprzaj zielona cholero!" na ustach.To wystarczyło byś znowu zaczął się śmiać.Niedawno doszedłem do wniosku, że masz bardzo ładny uśmiech jak i śmiech.
Złapałeś moje nadgarstki i oderwałeś je od włosów, a moja obecna fryzura dawała mi wygląd pieprzniętej prądem pandy.
- Spokojnie, patrz poszła sobie.
I rzeczywiście żaba w podskokach zniknęła w czeluściach trawy.Odetchnąłem głęboko i prychnąłem śmiechem.
- Nie lubię żab są... - podniosłem wzrok na Ciebie i oniemiałem.
Patrzyłeś na mnie z ciepłym uśmiechem.Twoje czarne oczy z pasją oglądały mnie całego.Zdziwiłem się, gdy położyłeś sobie moje ręce na swoim karku, a sam przysunąłeś się jeszcze bliżej, stykając się nosem z moim.
- Aoi.. - wydukałem przerażony.
Nie wiedziałem co cię napadło, ale wyglądałeś przepięknie w blasku księżyca.Twoje ponętne usta zaczęły delikatnie muskać mój lewy policzek, a jedną ręką objąłeś mnie w pasie, drugą się podpierając.Z szaleńczo bijącym sercem uświadomiłem sobie, że podoba mi się to co robisz.Nieruchomy jak głaz pozwalałem Ci pieścić moje ciało, choć rozum krzyczał, że jestem idiotom, że na to Ci pozwalam.Ale Twój zapach był jak narkotyk chciałem go ciągle czuć przy sobie...
Ustami zszedłeś na szyję – najwrażliwszą część mojego ciała.
Westchnąłem głęboko i tracąc równowagę padłem plecami na trawę.Ty od razu wspiąłeś się na mnie, całując i ssąc moją delikatną skórę.
- Czemu?... - szepczę, gdy Twoje dłonie muskają nieśmiało moje ciało pod koszulką.
- A potrzebny jest konkretny powód, by kogoś pokochać? - pytasz, przerywając pieszczotę.
Nagle poczułem się jakbym dostał patelnią w łeb, a na dodatek gdzieś tam w środku zrobiło mi się głupio.Miałem ochotę zrzucić Cię z siebie i pobiec do domu sprintem.Tak nie może być! Jesteś moim najlepszym przyjacielem! Nawet nie chodzi o to, że przedstawiałeś tą samą płeć co ja...
Chciałem powiedzieć, żebyś przestał, byś nie patrzył na mnie takim wzrokiem, lecz Twoje wargi spoczeły na moich i szybko ta myśl wyparowała mi z głowy.Całowałeś mnie z uczuciem, dłońmi kontynuując poznawanie mojego ciała.
Miałem kompletną pustkę w głowie i nie wiedziałem co mam teraz zrobić.Jedynie co to objąłem Cię mocniej za szyje, przysuwając bliżej siebie.
Podniecałeś mnie jak nikt inny, a kiedy to doszło do mnie poczułem nagły gorąc w całym ciele.
Miałem ochotę się roześmiać i powiedzieć "Eh, ja nie wiem co mam robić!", lecz tylko uśmiechnąłem się, czując się jak nastolatek na pierwszej poważnej randce.
Byłeś delikatny, jakbyś bał się, że dotykając mocniej zraniłbyś mnie.Uroczo.
Nie wiem kiedy zacząłem cicho sapać, nie mogąc się doczekać czegoś więcej.Moje dłonie pod koszulką sunęły po Twoim ciele wprawiając Cię w dreszcze, a Twój gorący, drażniący oddech tylko mnie prowokował.
Nagle wstajesz ze mnie i przeciągasz się z szerokim uśmiechem.
- Robi się zimno.Odwiozę cię.
Patrzę na Ciebie i zanim przemyślałem to co chciałem powiedzieć, moja myśl wystrzeliła niczym strzała z moich ust:
- Żarty sobie stroisz? - prycham niedowierzająco.
Spowodowałeś, że zacząłem tracić zmysły, że zapragnąłem Twoich ust bardziej niź kiedykolwiek, a teraz wstajesz jak gdyby nigdy nic?!
Wzdychasz cicho i pomagasz mi się podnieść.Otrzepując się z niewidzialnego brudu patrzę na Ciebie spod byka jak podchodzisz do swojego motoru i coś z niego wyciągasz.To coś ruszało się i miotało szaleńczo jakby miało zaraz wyskoczyć z tego kolorowego worka i zabić wszystkich dookoła.
- Nie robię sobie żartów Uruś...po za tym masz dzisiaj imieniny i chciałem sprawić by były niezapomniane. - mówisz spokojnie, stojąc już naprzeciwko mnie.Oh, sam zapomniałem o własnych imieninach... - No...to dla Ciebie!
Wciskasz mi do rąk coś co warczy, a ja w piewrszym odruchu chciałem to wyrzucić za siebie, lecz powstrzymałem się i odsupłałem lekko związany worek, a tam...
- Pies! - wykrzyknąłem, a czekoladowy szczeniak rasy labrador zaczął wariować i lizać mnie po twarzy na co zacząłem się śmiać.Szybko jednak spoważniałem i popatrzyłem na Ciebie morderczym wzrokiem.Twój tak szeroki uśmiech zaczął powoli blaknąć, aż w końcu zauważyłem jak nerwowo strzykasz palcami. - Ty...trzymałeś tego psa w tym worku cały czas? - pytam spokojnie.
- T-tak? - uśmiechasz się niepewnie.
- Idiota! Kretyn! Mógł się udusić, albo ktoś mógł mu coś zrobić! - panikuję, a piesek wyrwał mi się z rąk, biegnąc do Ciebie w podskokach. - No Yuu! Jesteś taki nieodp...!
Dalszą cześć reprymendy przerwał Twój pocałunek.Był czuły i uspokajający.Wierzchem dłoni pogładziłeś mój policzek i odsunąłeś się z półuśmiechem.
- Wybacz.On już to zrobił, a nawet mnie ukarał. - potrząsnąłeś lewą nogą, którą zapewnie miałeś mokrą, a ja zaśmiałem się dumny z nowego pupilka. - Kouyou ja naprawdę Cię kocham. - mówisz nagle i szybko, jakby ktoś wycisnął z Twojej piersi ostatni dech.Twoja twarz stężała i nabrała nerwowego wyrazu.Byłeś niepewny moich uczuć.
Co ja mogłem na to powiedzieć? Nie rozumiałem tego co działo się w mojej głowie, a tym bardziej z ciałem.Nie wiedziałem jak stosownie zachować się w tej sytuacji, by Cię nie urazić.Innymi słowy byłem zdezorientowany jak dziecko we mgle.
Psiak usiadł pomiędzy nami i jedynie on zakłócał gęstą jak kisiel ciszę.
Niedowierzanie.Właśnie to sprawiło, że nic nie powiedziałem i patrzyłem na Ciebie tępo, szukając na Twojej twarzy jakiejś wskazówki.
Zmarszczyłeś brwi i zamachałeś głową jakby karcąc się za wyznanie mi swoich uczuć.
- Zapomni Shima.Zapomni o tym i jedź do domu spać.Jutro próba... - mówisz cicho i cofasz się w stronę swojego pojazdu.Obserwuję jak wkładasz kask i siadasz na motor, odpalając go z dzikim warkotem.Zaraz...
- Y-Yuu! Czekaj! - przebudziłem się z letargu i ruszyłem do Ciebie, lecz Ty już obłędnie szybko jechałeś przed siebie zostawiając mnie samego z milionami pytań i ani jedną odpowiedzią na dodatek bez środka transportu.
Spojrzałem na psa.Siedział i patrzył na mnie z uwagą i spokojem, machając ogonkiem.Bardzo tym przypominał mi Ciebie.
- Chodź Laufier złapiemy taksówkę...jest tu w ogóle miasto gdzieś? - mówię do psa i klepie się po nodze, by maluch ruszył za mną co uczynił z radością.
Co to było? Czy wspaniały facet właśnie śmignął mi sprzed nosa?...

Następnego dnia rano po długiej nocy spędzonej na szukaniu taryfy, dotarciu do domu i  zapoznaniu psa z zasadami mieszkania, leżałem nieruchomo na plecach i patrzyłem pusto w sufit.Olałem próbę, bo wiedziałem, że i tak nie zagram tak jakbym chciał.Nie mógłbym, widząc Cię.
Laufier jeszcze smacznie spał obok mojego łóżka i nawet cicho pochrapywał.
Miałem mętlik w głowie.
Wczoraj wszystko działo się według mnie za szybko, przez co nie zrozumiałem nic z tego co zaszło.Twoje usta...takie miękkie i zmysłowe...dlaczego właśnie one najbardziej tkwią mi w głowie?
- Kochasz mnie... - mamroczę cicho do siebie.
To takie irracjonalne, że nie chce mi się wierzyć.Jak mężczyzna taki jak Ty mógł się zakochać we mnie!
Nagle słyszę jak ktoś wchodzi do mojego domu i cicho zdejmuje buty.
Przerażony uświadamiam sobie, że nie zamknąłem drzwi i podnoszę się do siadu, sięgając  po...lampkę nocną.Cóż była najbliżej i...można nią rzucić!
Słyszę kroki, aż w końcu ktoś otwiera drzwi do sypialni wchodząc do niej.Zamachnąłem się i już prawie rzuciłem żarówiasto żółtą lampeczką, ale widząc Ciebie, aż upuściłem przedmiot, budząc Laufier'a.
- Shiroyama...
Stoisz i patrzysz na wszystko tylko nie na mnie.Powoli zaczynało mnie to irytować.
- Co chcesz?  - pytam chyba zbyt szorstko, bo wzdrygasz się i w końcu Twój wzrok ląduje na mnie.
- Przyszedłem Cię przeprosić za wczorajszą noc i... - drapiesz się nerwowo z tyłu głowy.
- Ja Cię dobrze znam i wiem kiedy mówisz serio. - przerwałem Ci, wyraźnie nie pomagając.
W końcu siadasz obok mnie na łóżku i chowasz twarz w dłoniach z ciężkim westchnieniem.Po chwili ciszy przecierasz zmęczone oczy i spoglądasz na mnie znowu z tym dziwnym blaskiem w czarnych niczym węgiel ślepiach.
- No kocham cię.Bardzo.I nie mam zielonego pojęcia jak mam się z tego wyleczyć. - wzdychasz.
- Czemu masz się leczyć? - mówię pierwsze co przyszło mi do głowy.Patrzysz na mnie uważnie i uśmiechasz delikatnie.
- Bo najprawdopodobniej nie mam szans? - prychasz, głaszcząc psiaka, który szczęśliwy macha mocno ogonem widząc Cię.
Zapada milczenie, którego nie lubię.W ciszy patrzę na Ciebie i próbuję wymyśleć jakąś delikatną odpowiedź, że tak, nie masz szans, ale jakoś nie potrafiłem nic wykombinować.
Widzę z jaką nadzieją tu przyszedłeś i czuję ukłucie w sercu, gdy jesteś teraz taki smutny.
Kaszlę znacząco zwracając tym samym Twoją i psa uwagę.
- Aoi,powoli. - zacząłem, odgarniając przy okazji włosy z twarzy, czuję, że ta jego miłość może mieć sens. - Kochasz mnie, a ja Cię bardzo lubię.Powiedzmy, że...szansę masz, ale jedną. - zastrzegłem. - Staraj się, a może b-będziemy parą... - kończę ciszej, błądząc gdzieś wzrokiem.
To ciągle dla mnie dziwne i obce.Być z przyjacielem...?
Uśmiechasz się szeroko i rzucasz na mnie, tuląc mocno.Czuję przyjemny zapach męskich perfum i też się uśmiecham.Niebywałe jak w jednej chwili sprawiłem, byś zawładnął moim życiem.   
Zacząłeś gładzić moje plecy, a ustami delikatnie skubałeś skórę na mojej szyi.Ten niemy znak wystarczył mi, bym zrozumiał co chciałeś zrobić.Pytanie tylko czy nie zawiódł bym Twoich oczekiwań? 
Laufier zaszczekał i zaczął wpychać się między nas warcząc co chwilę na Ciebie, kiedy odpychałeś go z pomrukami niezadowolenia.
- Co za wścibskie stworzenie! - mruknąłeś zniecierpliwiony,a ja zaśmiałem się cicho.Szybko złapałeś mnie za pośladki, podnosząc z łóżka.Byłem tylko w koszulce i luźnych bokserkach jednak nie miałem czasu na myślenie o stroju, gdy Ty nagle przyparłeś mnie do ściany i wpiłeś się w moje wargi z namiętnością.Czułem głupie rumieńce wpływające na moje policzki i jak ciałem napierałeś na mnie, bym nie upadł.
Znałem Cię i wiedziałem bardzo dobrze, że z Tobą nic nie jest zwyczajne.Dlatego podniecony samą myślą co możesz mi zrobić zacząłem rozpinać Twoją koszule w sumie rozrywając guziki...
-----------------------
Nie znielubicie mnie za to, że tu przerwałam? *płonna nadzieja*  XD


środa, 1 stycznia 2014

Z nowym rokiem,skocznym krokiem...

Tak trafiło, że dziś Nowy Rok, więc życzę wam wszystkim tego co już wam życzono ^^ xD plus, byście nigdy nie tracili uśmiechu na twarzach.
Niedługo wstawię tu shota, może macie jakieś życzonko? :3
Możecie składać zamówienia nie tylko z paringami z the GazettE,  w końcu każdy co innego lubi, nee? ^^